Luce – to zupełnie nowy model kultowej marki od samochodów sportowych, ale nie nic wspólnego z tym, czym karmiła nas ona do tej pory! I to się nie spodobało fanom oraz inwestorom firmy z Maranello!

Luce to pierwszy, w pełni elektryczny model w historii Ferrari!

Auto ma cztery silniki elektryczne (napęd na cztery koła) i baterię o pojemności 122 kWh, którą – przy architekturze 800V i ładowarce 350 kW – doładujemy do pełna w mniej niż godzinę. Deklarowany zasięg to ponad 530 km (wg. standardów WLTP).

Auto ma generować „autentyczne” dźwięki w kabinie i na zewnątrz, a nawet przekazywać wibracje tylnej osi na ciało… przy pomocy akcelerometru i głośników, a na życzenie, poruszać się w błogiej ciszy.

Sama forma auta też jest zupełnie nowa – ni to sedan, ni coupe (czterodrzwiowe) a wyglada jak tani, wolumenowy hatchback z genami Opla, Nissana, Tesli, Dodge’a (przednie skrzydło jak w nowym Chargerze Daytona) czy… iPhone’a; jednym z projektantów auta jest słynny designer technologicznego giganta Jony Ive…

Wisienka na torcie – koła, które o pięc procent mają obniżać opory powietrza, ale wyglądają… biednie (!?) – no i światła tylne – trochę jak z nieudanego retrofitu w Passacie…

– Ja nie wierzę, że to wypuścili – śmieje się (przez łzy) nasz Adam, który hołduje i sam jeździ spalinowymi modelami Ferrari. – Przełknąłem hybrydy (modele F80, SF90 czy 296 GTB/GTS – red.) ale peny elektryk to wypaczenie idei Ferrari – smuci się współwłaściciel Global Motors.

Podobnie myślą tysiące fanów Ferrari na całym świecie. W internecie wylewa się autentyczny hejt na Włochów; Ferrari stało się dziś obiektem drwin, mniej lub bardziej wyszukanych żarów, wręcz pośmiewiskiem…

… co niekoniecznie musi martwić samo Ferrari, wszak nie raz i nie dwa Włosi dowodzili że są ważniejsi od swoich klientów zabraniając modyfikowania swoich aut czy karząc za „oznaki nielojalności”, jak choćby rapera 50 Centa, który pokazał publicznie podróż swojego Ferrari na lawecie, po awarii na drodze…

Ferrari musi natomiast martwić reakcja inwestorów – kurs akcji firmy zanurkował po premierze Luce – w pewnej chwilki nawet o o ponad 6%! A to konkretne straty finansowe dla włoskiej firmy.

Luce ma symbolizować „jasność i kierunek” (Luce to po włosku „światło”), ale mamy wrażenie (i nie tylko my), że w Maranello zapadły dziś egipskie ciemności w temacie pomysłów rozwoju marki, design’u, potrzeb klientów…

Oliwy do ognia dolał były prezes Ferrari Luca Montezemollo, który publicznie wyraził nadzieje, że „chociaż usuną konia z tego samochodu”. Jak ocenił Montezemollo, Ferrari „ryzykuje zniszczeniem legendy”…

– Co wyście zrobili Włosi! – zżyma się Adam Motyczyński.

Pierwsze dostawy Ferrari Luce do klientów zaplanowano na drugą połowę 2027 roku. Auto ma kosztować ok. 550 tys. EUR w podstawie.

A Wy jak oceniacie nowy model Ferrari? Jakie będą losy nowego modelu i „konia” na masce skrywającej już nie silnik spalinowy, a motor elektryczny i baterię?

fot. Ferrari